Choroba bierze początek w naszej świadomości

Są takie momenty w życiu, kiedy trzeba spotkać się z samym sobą i spojrzeć sobie z dużą czułością i uważnością głęboko w oczy. Zadać sobie pytanie, czy wystarczająco dobrze dbam najpierw o siebie i następnie o relacje z innymi i czy tak właśnie chcę żyć dzisiaj i przez następne lata, gdyż przyszłość zaczyna się teraz.

Stwierdzenie, że człowiek jest jednością psychofizyczną jest już truizmem, a jednak ciągle wielu ludziom trudno zaakceptować fakt, że zakłócenia życia psychicznego i problemy emocjonalne mają wpływ na jakość naszego zdrowia fizycznego.

Coraz bardziej jednak rozpowszechnia się na świecie przekonanie, że choroby ciała spowodowane są w istocie “chorobami naszej świadomości”. I to nie tylko choroby psychosomatyczne, lecz wszystkie choroby – również te, które medycyna klasyczna kwalifikuje jako schorzenia o podłożu organicznym.

Oczywiście nie jest to pogląd obowiązujący, można z nim polemizować, jednak “coś w tym musi być”, skoro potwierdzają go liczne obserwacje, a wielu terapeutów odnosi sukcesy w leczeniu tzw. schorzeń somatycznych – stosując metody psychoterapeutyczne i terapie manualne, tj. „Life Impressions”. Równocześnie w badaniach psychologicznych i metodycznych stwierdzono, że osoby o określonym typie osobowości częściej zapadają na określone choroby, a także, że stres psychologiczny jest jednym z potężnych czynników ryzyka w zachorowalności na wszystkie schorzenia.

Dwaj niemieccy terapeuci – Thorwald Dethlefsen i Rudiger Dahlke, autorzy m.in. książki „Przez chorobę do samopoznania”- uważają, że w istocie chory nie jest niewinną ofiarą, lecz nieświadomym sprawcą swojej choroby. W takim ujęciu na pierwszy plan wysuwa się metafizyczny aspekt “bycia chorym”. Symptomy widziane od tej strony, okazują się cielesnymi formami wyrazu konfliktów psychicznych, a poprzez swą symbolikę wskazują każdorazowo problem pacjenta.

Choroba może stać się szansą do samopoznania, a samopoznanie i uświadomienie sobie emocjonalnych i duchowych przyczyn choroby – sposobem na wyzdrowienie. Gdy psychika człowieka popada w stan równowagi, staje się to widoczne i odczuwalne w jego ciele jako symptom. Stąd błędne jest stwierdzenie, że ciało jest chore – chory może być jedynie człowiek. Tak jak ciało fizyczne nie może żyć bez świadomości, tak też bez niej nie może “chorować”.

Według takiej koncepcji, choroba jest stanem wskazującym, że człowiek w swojej świadomości, a częściej w podświadomości, “przestał być w porządku”, utracił harmonię wewnętrzną. Symptom może nam powiedzieć, czego nam brak na drodze do wyzdrowienia – pod warunkiem, że potrafimy zrozumieć jego symbolikę (wymowę symptomów). Cały nasz język jest “psychosomatyczny”, a to znaczy, że zna on związki między ciałem a duszą.

I tak np. według Dethlefsena i Dahlke’go, w przypadku zaburzeń żołądkowych i trawiennych należy zadać sobie następujące pytania: Czego nie mogę albo nie chcę przełknąć? Czy coś duszę w sobie? Jak podchodzę do swoich uczuć? Na co jestem zły? Jak traktuję własną agresję? Na ile staram się uniknąć konfliktów? Czy tkwi we mnie tłumiona tęsknota za bezkonfliktowym rajem dzieciństwa, w którym kochano by mnie i troszczono się o mnie tak, żebym sam nie musiał pokonywać żadnych trudności?

Postawa polegająca na kierowaniu uczuć i agresji do wewnątrz zamiast na zewnątrz, prowadzi w końcu do owrzodzenia żołądka. Przy owrzodzeniu żołądka człowiek, zamiast przetrawiać impulsy zewnętrzne, trawi własną ścianę żołądka, a więc samego siebie. Chory z problemami żołądkowymi musi się nauczyć uświadamiać sobie własne uczucia, świadomie rozwiązywać konflikty i świadomie “przetrawiać” doznania.

Aby uniknąć nieporozumień, należy wskazać na to, że autorzy omawianej koncepcji choroby mówią o merytorycznej płaszczyźnie stanu chorobowego, a nie o płaszczyźnie funkcjonalnej. Pytanie o przyczynę merytoryczną symptomów nie oznacza zakazu stosowania określonych środków funkcjonalnych (medycznych). Chodzi o to, że w warunkach biegunowości powinniśmy alternatywę “albo-albo” zastąpić możliwością “jak również”. W przypadku więc perforacji żołądka nie zadajemy sobie pytania: “Interpretować czy operować?” Jedno bowiem nie wyklucza drugiego, wręcz przeciwnie – uzupełnia. Sama operacja nie będzie jednak miała sensu, jeśli pacjent nie uświadomi sobie symboliki choroby (za jakiś czas będzie miał nowe wrzody), ale symbolika na nic się zda, jeśli pacjent umrze.

Osoby zainteresowane lekturą całej książki mogą tutaj ją przeczytać – Przez chorobę do samopoznania